 |
|
Na stronie przebywa obecnie....
|
|
|
|
|
PRAWO PRACY FORUM Odpowiada Wybitny Znawca Prawa P.T NYCZ
|
|
|
|
|
EUROPEJSKA AGENCJA BEZPIECZEŃSTWA I ZDROWIA W PRACY
|
|
|
|
|
Wpisz słowo i szukaj w serwisie
|
|
|
|
|
DODAJ STRONĘ DO NASZEGO KATALOGU
|
|
|
|
|
STARTOWY NIEZBĘDNIK W INTERNECIE
|
|
|
|
|
Testy-Aktualności-Targi BHP
|
|
|
|
|
Ośrodki szkoleniowo-wypoczynkowe z których korzystamy
|
|
|
|
|
BIULETYN INFORMACJI PUBLICZNEJ
|
|
|
|
|
NAJWIEKSZE FORUM BHP I PRAWA PRACY
|
|
|
|
|  |  Temat: Wypadki -przykładyTeksty opublikowane w tym temacie.
|
Autor : inspekcjapracy dnia 15-02-2003 - 09:57 | 847 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Górnictwo - 31 stycznia Znowu śmiertelny wypadek
|
|
|
Koledzy poszkodowanego z kopalni "Marcel" w Radlinie na Śląsku próbowali ukryć zaistniały śmiertelny wypadek. 31 stycznia zginął 28-letni górnik.
|
|
|
|
Autor : uszczerbek dnia 06-02-2003 - 12:11 | 968 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Górnictwo KOLEJNY WYPADEK ŚMIERTELNY ! ! 6.02.2003
|
|
|
39-letni górnik zginął nad ranem 6.02.2003 w kopalni „Makoszowy” w Zabrzu.
|
|
|
|
Autor : nokaut dnia 31-01-2003 - 00:18 | 1124 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Przyczyna:Zły stan psychofizyczny pracownika spowodowany spożyciem alkoholu
|
|
|
Śmiertelny wypadek
W opinii inspektora poszkodowany powinien używać zarówno kasku ochronnego, jak i szelek bezpieczeństwa
|
|
|
|
Autor : kodekspracy dnia 07-01-2003 - 23:07 | 880 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Czad nie musi zabijać! 8.01.2003
|
|
|
Czad nie musi zabijać!
|
|
|
|
Autor : kodekspracy dnia 07-01-2003 - 06:19 | 4824 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Głośna śmierć, ciche życie 7.01.2003
|
|
|
Głośna śmierć, ciche życie
BOGDAN WASZTYL
|
|
|
|
Autor : vademecumrp dnia 04-01-2003 - 13:19 | 789 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Czad zabija nagle 4.01.2003
|
|
|
Czad zabija nagle
04.01.2003 12:47
Czad działa błyskawicznie... / RMF Kraków
Jest bezwonny i bezbarwny, objawy jego działania często mylone są z grypą lub zatruciem pokarmowym. Najpierw pojawia się zmęczenie, potem mdłości i zawroty głowy... Tak działa czad - cichy zabójca.
Po kilku minutach od wchłonięcia czadu do organizmu człowiek traci przytomność. Jeżeli szybko nie nadejdzie pomoc, śmierć w wyniku w następstwie działania czadu, czyli tlenku węgla, następuje po kilkunastu minutach.
Wczoraj w Krakowie nie udało się uratować 93-letniej kobiety. W nocy do szpitala trafiły kolejne 4 zaczadzone osoby. Wśród nich jest dwójka dzieci, 5-letnia i 6-miesięczna dziewczynka. Czad ulatniał się z nieszczelnej instalacji grzewczej.
Do zatruć tlenkiem węgla najczęściej dochodzi z powodu niesprawnej wentylacji, niedrożnych przewodów kominowych oraz przesadnego uszczelniania mieszkania. W wielu przypadkach zabójcze są łazienki. Jak podkreślają lekarze, kiedy tylko w pomieszczeniu narażonym na działanie czadu poczujemy omdlenia i zwroty głowy, powinniśmy natychmiast otworzyć okna i przewietrzyć mieszkanie.
Można ustrzec się przed zaczadzeniem, trzeba tylko pamiętać o kilku podstawowych regułach. Przede wszystkim dwa razy w roku powinniśmy sprawdzić instalacje wentylacyjną. W czasie zimy - jak twierdzi profesor Janusz Pach z Kliniki Toksykologii - musimy stosować się do rygorystycznych zasad: - W naszych małych kuchniach nie należy używać równocześnie wszystkich czterech palników, jeżeli nie mamy otworzonego okna i sprawnej wentylacji - przestrzega prof. Pach. Należy też pamiętać, że kiedy napełnimy wannę wodą, nie powinniśmy od razu do niej wchodzić - najpierw należy przewietrzyć pomieszczenie.
Ostanie badania dowiodły, że tlenkiem węgla możemy być podtruwani przez dłuższy czas zupełnie nieświadomie. Jak podkreśla profesor Pach, można to zauważyć na przykład w niektórych szkołach, analizując wyniki uczniów. Wiosną czy w lecie, kiedy przestaje się palić w piecach, dzieci znów zaczynają się dobrze uczyć.
Naukowcy przestrzegają, że długotrwałe podtruwanie może doprowadzić do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.
|
|
(|301 słów więcej|| | )
|
|
Autor : bhpekspert dnia 27-12-2002 - 09:16 | 638 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Śmierć w wannie -Przyczyna : Tlenek Węgla /CO/ 27.12.2002
|
|
|
Śmierć w wannie
Gazeta Krakowska
Piątek, 27 grudnia 2002r.
Dwoje mieszkańców Tarnowa zatruło się śmiertelnie tlenkiem węgla. Do tragedii doszło wczoraj nad ranem w domu jednorodzinnym. Wstępnie jako przyczynę zaczadzenia przyjęto wadliwe działania instalacji kominowej.
Dramat wydarzył się w domu przy ulicy Braci Saków. 35-letni mężczyzna i jego o rok młodsza żona zaczadzili się podczas kąpieli. Ich ciała znalazł ojciec kobiety około godziny 4. Zaniepokoiła go kapiąca z sufitu woda.
Śmierć musiała nastąpić szybko, małżonkowie nie zdążyli nawet zakręcić kranu. Te okoliczności wskazują, że tlenek węgla wręcz błyskawicznie osiągnął bardzo wysokie stężenie w powietrzu. W takich przypadkach już kilkanaście wdechów może być groźne dla życia, z powodu ostrej niewydolności krążenia i porażenia oddechu. W łazience pracował junkers, ale wszystko wskazuje na to, że nie on był przyczyną zatrucia.
Wstępnie przyjęto, że tragedię spowodował umieszczony w piwnicy piec centralnego ogrzewania. W domu przerobiono instalację co, z gazowej na węglową. Przeprowadzone oględziny wykazały, że nie miała ona ,ciągu" - spaliny były cofane do wnętrza domu. Najprawdopodobniej właśnie taki ,zrzut" był przyczyną zatrucia.
Małżeństwo osierociło trójkę dzieci. 12-letniego syna oraz bliźniaki - dziewczynkę i chłopca w wieku 8 lat. Cała trójka trafiła do tarnowskiego szpitala. Nie stwierdzono u nich objawów zatrucia, ale pozostawionio na obserwację.
Oprócz wspomnianej rodziny w domu mieszkało jeszcze cztery osoby. Żadna z nich nie ucierpiała.
|
|
(|223 słów więcej|| | )
|
|
Autor : bhpekspert dnia 17-12-2002 - 14:00 | 849 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Zginął górnik w kopalni "Rydułtowy" 17.12.2002
|
|
|
Zginął górnik w kopalni "Rydułtowy"
26-letni górnik zginął, a trzech innych odniosło poważne obrażenia w wypadku, do którego doszło w nocy z poniedziałku na wtorek w kopalni "Rydułtowy" na Śląsku - poinformował Wyższy Urząd Górniczy (WUG).
"Na czterech pracowników oddziału elektrycznego najechały trzy wozy transportowane po torach za pomocą liny. Jeden z górników po wywiezieniu na powierzchnię już nie żył, pozostali trafili do szpitala" - powiedział PAP dyrektor ds. pracy w kopalni Henryk Manek.
Trzej górnicy leczeni są w szpitalu w Rydułtowach. Dwaj mają po 28 lat, trzeci 39. Ich życiu nie grozi obecnie bezpośrednie niebezpieczeństwo. Mają m.in. stłuczenia klatki piersiowej, urazy kręgosłupa i kończyn. Jeden z nich stracił lewą nogę poniżej kolana.
"Stan pacjentów jest stabilny, obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla ich życia. Jeden przebywa na oddziale chirurgii ogólnej, dwaj na oddziale urazowo-ortopetycznym. Jeden z górników jest już po operacji amputacji podudzia" - powiedział PAP dyrektor szpitala w Rydułtowach Zbigniew Łyko.
Do wypadku doszło w tzw. pochylni, ponad 800 metrów pod ziemią, przy transporcie materiałów górniczych. Były one umieszczone w wagonikach podziemnej kolejki, które przetaczano po torach na spągu (podłodze) wyrobiska przy pomocy nawiniętej na kołowrót liny.
Dlaczego wagoniki najechały na górników, wyjaśnią specjaliści z Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku. Dyr. Manek nie chciał przesądzać, czy mogło dojść np. do zerwania liny i niekontrolowanego stoczenia się wozów, czy też wagoniki jechały prawidłowo, a przyczyna wypadku była inna.
Jego zdaniem, jest zbyt wcześnie, aby wyrokować, czy przyczyną wypadku mógł być ludzki błąd.
Jedna z głównych zasad pracy górniczej daje jednak wyraźny zakaz wchodzenia na drogę transportu. Tymczasem właśnie przy transporcie dochodzi do wielu wypadków. Bywa, że górnicy skracają sobie drogę idąc drogami transportowymi. Na razie nie wiadomo, czy tak było w tym przypadku.
Zmarły górnik jest już 32 ofiarą pracy w kopalniach węgla kamiennego w tym roku i piątą w kopalni "Rydułtowy". 23 marca doszło tam do zapalenia metanu, co spowodowało pożar. Poparzonych zostało 10 górników. Kilkanaście dni później trzej z nich zmarli w wyniku ciężkiej choroby oparzeniowej.
20 lipca w tej samej kopalni zginął 35-letni górnik - maszynista elektrowozu. Do wypadku doszło 600 metrów pod ziemią. Kiedy zderzyły się dwa elektrowozy, jeden z nich się przewrócił, przygniatając maszynistę do obudowy chodnika.
|
|
(|380 słów więcej|| | )
|
|
Autor : ubezpieczenie dnia 13-12-2002 - 21:37 | 1918 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Szczecin: Proces ws. katastrofy budowlanej hipermarketu. 13.12.2002
|
|
|
Szczecin: Proces ws. katastrofy budowlanej hipermarketu
Piątek, 13 grudnia 2002
Po dwóch latach od katastrofy budowlanej hipermarketu w Szczecinie, ruszył proces oskarżonych o jej spowodowanie. W wypadku zginęły 2 osoby, a 9 zostało rannych. Poszkodowani to robotnicy, którzy pracowali przy budowie. Prokuratura zarzuca trzem osobom nieumyślne spowodowanie śmierci.
Na ławie oskarżonych zasiedli dziś autorzy projektu hipermarketu. Oskarżyciele tłumaczą, że skoro ekspertyza ujawniła, że przyczyną katastrofy były błędy konstrukcyjne, to na ławie oskarżonych znaleźli się właśnie konstruktorzy.
Według ustaleń ekspertów, bezpośrednią przyczyną zawalenia się budowli było błędne mocowanie wspornika w belce nośnej układu konstrukcyjnego.
Główny projektant nie przyznaje się do winy: Twierdzę, że obliczenia są poprawne i myślę, że na tym etapie nie da się przyznać do winy, jeśli jej się nie popełniło. Jego zdaniem winę za spowodowanie katastrofy ponosi główny wykonawca.
|
|
(|143 słów więcej|| | )
|
|
Autor : emerytura1 dnia 06-12-2002 - 11:32 | 1913 raz(y) oglądano.
|
Wypadki
: Śmierć pod rusztowaniem
|
|
|
Śmierć pod rusztowaniem
Bez nadzoru
(INF. WŁ.) O niedopełnienie obowiązków i nieumyślne spowodowanie wypadku, w wyniku którego zginął robotnik, oskarżyła krakowska prokuratura szefa jednej z firm remontowych. Oskarżonemu grozi kara do 10 lat więzienia.
Do wypadku doszło we wrześniu ubiegłego roku podczas prac remontowych na wiadukcie kolejowym przy ul. Igołomskiej w Krakowie. Robotnicy przesuwali tzw. rusztowanie warszawskie, wysokie na 3,5 metra i zbudowane z 10 segmentów. W pewnym momencie dolny segment zahaczył o nierówne podłoże, więc robotnicy, by przesunąć konstrukcję, zaczęli ją z całej siły pchać. Robotnik, który znajdował się wtedy wewnątrz rusztowania, upadł, doznając śmiertelnych obrażeń głowy.
W dochodzeniu ustalono, że w dzienniku budowy zabrakło wpisu potwierdzającego nadzór techniczny i dopuszczenie rusztowania do użytku. Konstrukcja była przesuwana bez wcześniejszego demontażu, a montaż i demontaż rusztowania powinien odbywać się pod nadzorem osoby, która ma odpowiednie kwalifikacje. W tym przypadku był to Marek D., szef firmy remontowej. Prokuratura postawiła mu zarzut niedopełnienia obowiązków i nieumyślnego spowodowania wypadku, w wyniku którego zginął robotnik. Oskarżony nie przyznał się do winy. W prokuraturze wyjaśniał, że osobiście szkolił pracowników, jak mają korzystać z rusztowania i nie wiedział, że przesuwają je bez wcześniejszego demontażu. Jego zdaniem, zrobili to samowolnie. Oskarżony przyznał też, że nie wymagał od pracowników, by informowali go o przestawianiu rusztowania.
|
|
(|218 słów więcej|| | )
|
|
Autor : inspekcjapracy dnia 29-11-2002 - 05:58 | 823 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Ciężki wypadek przy obsłudze taśmociągu 29.11.2002
|
|
|
Ciężki wypadek przy obsłudze taśmociągu
Brak zabezpieczenia odpowiednią osłoną miejsca niebezpiecznego taśmociągu, tzn. miejsca, w którym taśma nabiega na bęben w celu zmiany kierunku ruchu, był jedną z kilku przyczyn tragicznego w skutkach wypadku przy pracy.
Do wypadku doszło w styczniu 2002 r. w zakładzie energetyki cieplnej w Szczytnie (woj. warmińsko-mazurskie). Poszkodowany pracownik, który od ponad 17 lat był zatrudniony na stanowisku palacza, doznał urazu – amputacji lewej ręki. Do wypadku doszło podczas obsługi przenośnika taśmowego służącego do nawęglania kotłowni. Jak ustalił inspektor pracy, taśmociąg nie posiadał odpowiedniej osłony miejsca niebezpiecznego, tzn. miejsca, w którym taśma nabiega na bęben w celu zmiany kierunku ruchu.
Okoliczności wypadku
Wypadek wydarzył się w kotłowni osiedlowej podczas eksploatacji przenośnika taśmowego stałego z taśmą elastyczną (rok produkcji 1973). Urządzenie przeznaczone było do przemieszczania materiałów sypkich i drobnicy ruchem ciągłym w płaszczyźnie nachylonej i poziomej.
W dniu wypadku poszkodowany, po wypełnieniu książki palacza, około godziny 7.10 poszedł na halę kotłów zobaczyć, jak przebiega proces spalania w kotłach, a następnie udał się do pomieszczenia, w którym znajdują się wsypy do kotłów. Około godziny 7.30 pomocnik palacza – kolega poszkodowanego włączył przenośnik taśmowy i rozpoczął pracę przy koszu zasypowym przenośnika taśmowego do nawęglania kotłowni. Jego zadaniem było popychanie łopatą miału węglowego zawieszającego się w koszu. W tym czasie inny pracownik sypał miał do kosza zasypowego, korzystając przy tym z ciągnika z łyżką.
Ze względu na dużą wilgotność opału taśma przenośnika często zatrzymywała się (ślizgała na bębnie napędowym). Zanim doszło do wypadku do kosza zasypano około 6-7 łyżek. Po pewnym czasie taśma zatrzymała się całkowicie. Po kilku minutach pomocnik palacza podszedł do włącznika przy taśmie, włączył ponownie przenośnik taśmowy i wrócił na swoje miejsce pracy.
W związku z zatrzymywaniem się taśmy poszkodowany wziął lepik oraz listewkę i zaczął smarować taśmę przenośnika od spodu, w odległości około 70–100 cm od bębna napędzającego przenośnik. Jak wynika z zeznań poszkodowanego, podczas smarowania taśma stała w miejscu, ale bęben obracał się. W pewnym momencie nastąpił gwałtowny posuw taśmy, który spowodował wciągnięcie lewej ręki pracownika w miejsce, w którym taśma nabiega na bęben w celu zmiany kierunku ruchu.
Poszkodowany, który na skutek wypadku leżał na plecach na taśmie, próbował wyciągnąć pochwyconą rękę. Próby te jednak nie powiodły się – taśmociąg spowodował wyrwanie – amputację ręki w stawie barkowym. Przed śmiercią pracownika uratowało nadepnięcie nogą na linkę wyłącznika bezpieczeństwa, które spowodowało zatrzymanie się taśmociągu. Poszkodowany spadł z taśmy przenośnika na podłogę korytarza. Następnie poszedł w stronę drzwi, aby zawołać pomoc. Koledzy pracownika wezwali karetkę pogotowia, która zabrała poszkodowanego do szpitala.
Ustalenia inspektora pracy
Długość przenośnika, podczas obsługi którego doszło do wypadku, wynosiła 38 m – od dolnego bębna do bębna napędowego. Długość przenośnika od bębna dolnego do miejsca, w którym przenośnik zmieniał kąt nachylenia i przechodził w płaszczyznę poziomą, wynosiła 25 m. Przenośnik napędzany był za pomocą bębna o średnicy 40 cm. Wzdłuż przenośnika taśmowego – w odległości 50 cm od taśmy i 30 cm od ramy taśmociągu – znajdowała się metalowa barierka o wysokości 110 cm. W czasie wypadku bęben napędowy osłonięty był osłoną z blachy. Odległość od osi bębna do krawędzi zewnętrznej osłony wynosiła 38 cm. Oględziny miejsca wypadku wykazały, że osłona zamontowana na bębnie urządzenia nie gwarantowała zabezpieczenia pracowników przed dostępem do strefy niebezpiecznej, czyli do miejsca, w którym taśma nabiega na bęben w celu zmiany kierunku ruchu.
WAŻNE! Zgodnie z pkt 2.2. Polskiej Normy PN-86 M-46618 „Urządzenia transportu ciągłego. Przenośniki taśmowe. Osłony miejsc niebezpiecznych między taśmą a bębnem” w przypadku bębna o średnicy 40 cm minimalna odległość od osi bębna do krawędzi osłony powinna wynosić 95 cm.
Jak ustalił inspektor, zgodnie z jednym z punktów dokumentacji techniczno-ruchowej przenośnika podczas pracy taśmociągu zabrania się jego dotykania oraz wykonywania jakichkolwiek napraw, a przede wszystkim regulowania napinania taśmy. Ponadto przepisy tej dokumentacji określały, że wszelkie naprawy i smarowania dozwolone są jedynie przy wyłączonym dopływie prądu.
Z zeznań świadków i poszkodowanego wynika, że zatrzymywanie się taśmy przenośnika podczas nawęglania pieców zdarzało się dosyć często, co było spowodowane dużą wilgotnością opału lub niedostatecznym napięciem taśmy przenośnika.
Podczas oględzin miejsca wypadku inspektor pracy wstrzymał pracę przy użyciu przenośnika taśmowego do czasu zamontowania odpowiednio ukształtowanej osłony miejsca niebezpiecznego między taśmą a bębnem napędzającym taśmę przenośnika. Podczas kontroli przenośnik taśmowy wyposażono we włącznik czasowy połączony z sygnałem dźwiękowym ostrzegającym o tym, że za chwilę przenośnik zostanie uruchomiony. Ponadto w wyniku decyzji inspektora na bębnie napędowym taśmociągu zamontowano osłonę, zgodną z Polską Normą, która uniemożliwiła dostęp do miejsca niebezpiecznego.
Kontrolując warunki pracy w zakładzie, inspektor stwierdził ponadto, że także w innej kotłowni należącej do przedsiębiorstwa stosowany jest przenośnik taśmowy do nawęglania nie posiadający odpowiedniej osłony, wyposażony w barierkę, która nie gwarantuje zabezpieczenia przed dostępem do strefy niebezpiecznej między taśmą a bębnem. Natomiast przenośniki do żużlu nie miały osłon na bębnach napędzającym i napinającym. W związku z powyższymi zagrożeniami inspektor wstrzymał eksploatację również tych urządzeń.
Przyczyny wypadku
W ramach przeprowadzonego dochodzenia inspektor pracy ustalił bezpośrednie i pośrednie przyczyny opisanego wypadku.
Bezpośrednimi przyczynami wypadku okazały się:
• wykonywanie przez poszkodowanego smarowania taśmy w strefie zagrożenia bez wyłączenia przenośnika taśmowego,
• brak zabezpieczenia odpowiednią osłoną miejsca niebezpiecznego, tzn. miejsca, w którym taśma nabiega na bęben w celu zmiany kierunku ruchu.
Do przyczyn pośrednich inspektor zaliczył nieprzestrzeganie przez poszkodowanego przepisów zawartych w dokumentacji techniczno-ruchowej przenośnika oraz zlekceważenie przez poszkodowanego zagrożenia.
W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami inspektor zdecydował o ukaraniu kierownika kotłowni mandatem w maksymalnej wysokości.
|
|
(|911 słów więcej|| | )
|
|
Autor : emerytura1 dnia 27-11-2002 - 06:40 | 1261 raz(y) oglądano.
|
Wypadki
: Wypadek pod klasztorem o. Rydzyka
|
|
|
Wypadek pod klasztorem o. Rydzyka
Tragedia pod klasztorem oo. redemptorystów w Toruniu. Jeden pracownik zginął, a drugi został ciężko ranny w wykopie, do którego osunęła się potężna betonowa płyta. Są wątpliwości co do legalności robót.
Prace pod szczytową ścianą klasztoru o. Tadeusza Rydzyka przy ul. św Józefa polegały na wymianie kanalizacji deszczowej i izolowaniu fundamentu budynku. Z tego powodu na całej jego długości dokonano około półtorametrowego wykopu. Zatrudnieni przez toruńską firmę Rekons Grzegorza O. robotnicy pracowali w nim od kilku dni.
Niestety, we wtorek krótko po godz. 9 osunął się do niego kilkusetkilogramowa betonowa płyta, która odłamała się od podkopanej krawędzi klasztornego dziedzińca. Stało się to akurat wtedy, gdy w wykopie przebywali 54-letni Kazimierz L. i 25-letni Tomasz K. Obaj zostali kompletnie zaskoczeni. - Starszy z mężczyzn dostał uderzenie w głowę lub kręgosłup, kiedy przyjechaliśmy już nie żył - relacjonuje Janusz Irwan z toruńskiej straży pożarnej, który dowodził akcją ratunkową. - Młodszy był przygnieciony od pasa w dół. Aby go wydobyć, musieliśmy użyć hydraulicznego sprzętu, którym zabezpieczyliśmy płytę, bo wybieranie ziemi powodowało, że dociskała go ona jeszcze bardziej.
25-latek natychmiast trafił do szpitala. Ma złamaną nogę i obrażenia miednicy.
Co spowodowało wypadek? - Gołym okiem widać, że wykop nie był zabezpieczony - mówi Irwan. - W prosty sposób można było uniknąć tragedii. Wystarczyło wbić kilka stempli pod "wiszący" fragment płyty i włożyć za nie kilka desek, które zapobiegłyby osuwaniu się ziemi.
- Faktycznie nie spotkałem tam ani jednej deski - potwierdza Józef Bohuszko, nadinspektor z PIP w Toruniu, który dokonywał oględzin. - Ci pracownicy nie mieli prawa do takiego wykopu wchodzić. Tym bardziej, że na tej podkopanej płycie składowana była jeszcze ziemia i kostka brukowa.
Zdaniem Bohuszki na wypadek mógł wpłynąć także deszcz, który spadł ubiegłej nocy. - Ziemia spod płyty została wymyta, a obciążony beton nie wytrzymał naporu i się odłamał.
|
|
(|306 słów więcej|| | )
|
|
Autor : wypadki dnia 19-11-2002 - 00:13 | 1181 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Czterech chłopców zginęło pod kołami pociągu 19.11.2002
|
|
|
Beata Znamirowska-Soczawa
Śmierć czarna jak węgiel
Czterech chłopców zginęło pod kołami pociągu ekspresowego w Katowicach Załężu. Poszli na tory po opał
|
|
|
|
Autor : bhpekspert dnia 09-10-2002 - 00:26 | 10840 raz(y) oglądano.
|
artykułów
: Wypadki, choroby i świadczenia
|
|
|
Wypadki, choroby i świadczenia
Pracownik, który uległ wypadkowi przy pracy lub doznał choroby zawodowej, może dochodzić od pracodawcy albo ZUS wypłaty tzw. świadczeń wypadkowych. Szczególne uprawnienia przyznaje mu też kodeks pracy i cywilny. Przedstawimy warunki uznania wypadku za wypadek przy pracy, a choroby za zawodową, katalog świadczeń i przesłanki ich otrzymania.
Za wypadek przy pracy uważa się nagłe zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną, które nastąpiło w związku z pracą. Wynika zatem, że nie każde nieszczęśliwe zdarzenie, które zaistniało w pracy, zostanie uznane za wypadek przy pracy. Wypadkiem przy pracy będzie tylko zdarzenie, które spełnia jednocześnie trzy przesłanki: jest nagłe, zostało wywołane przyczyną zewnętrzną, jest związane z pracą. Przyjrzyjmy się bliżej każdej z przesłanek.
Nagłość zdarzenia
Zdarzenie jest nagłe, gdy nastąpiło w bardzo krótkim czasie. Zdarzeniami nagłymi są np. zawalenie się ściany, upadek z wysokości. Przepisy nie definiują nagłości. Trzeba w tej kwestii posiłkować się orzecznictwem. To stanowi, że posiada cechę nagłości tylko wtedy, gdy przebiega w czasie nie dłuższym niż trwanie dnia pracy (wyrok Sądu Najwyższego z 30 czerwca 1999 r., sygn. akt II UKN 24/99).
Przykład
Andrzej K. jest zatrudniony na stanowisku kierowcy. Codziennie rozwozi pieczywo z piekarni do sklepów. 3 października także wyjechał o godz. 6.00. Spieszył się jak zwykle. Dzień był mglisty, deszczowy. Widoczność na drodze była bardzo zła. Andrzej uderzył w drzewo. Wskutek silnego uderzenia złamał obie nogi.
W przedstawionej sytuacji nieszczęśliwe zdarzenie, jakiemu uległ Andrzej, nie jest wypadkiem przy pracy. Nie można mu bowiem przypisać cechy nagłości. Mgła na trasie nie jest zjawiskiem, które występuje nagle i w sposób zaskakujący użytkowników dróg. Sąd Najwyższy wyjaśnił, że przeszkodę tę można zawczasu dostrzec, a intensywność jej narasta na tyle stopniowo, by można było dostosować się do zmienionych warunków, w szczególności dostosować szybkość pojazdu do każdoczesnego stanu widoczności. Napotkanie przez kierowcę w czasie jazdy tego rodzaju przeszkody nie pozbawia go możliwości odpowiedniego zabezpieczenia się przed grożącym niebezpieczeństwem przez zmniejszenie szybkości, a nawet, w granicznym przypadku, zatrzymanie pojazdu. Skoro zaś kierowca ma możliwość zareagowania w określony sposób na grożące niebezpieczeństwo, to nieskorzystanie z tej możliwości urasta do naruszenia obowiązków, jakie ciążą na nim z mocy przepisów o ruchu pojazdów mechanicznych na drogach publicznych (wyrok z 18 stycznia 1965 r., sygn. akt II PR 716/64).
Związek z pracą
Wypadek przy pracy musi mieć związek z pracą. Związek ten istnieje, gdy wypadek nastąpi:
• podczas lub w związku z wykonywaniem przez pracownika zwykłych czynności albo poleceń przełożonych,
• podczas lub w związku z wykonywaniem przez pracownika czynności w interesie zakładu pracy, nawet bez polecenia,
• w czasie pozostawania pracownika w dyspozycji zakładu pracy w drodze między siedzibą zakładu pracy a miejscem wykonywania obowiązku wynikającego ze stosunku pracy.
Przez zwykłe czynności wykonywane przez pracownika należy rozumieć wszelkie czynności, jakie on podejmuje, czy to w zakładzie pracy, czy też poza nim, jeżeli podjęte zostały w celu realizacji obowiązku świadczenia pracy w sposób sumienny i staranny.
Przykład
Jola P. pracuje w dziale obsługi klienta w dużej firmie kosmetyczej. Pracuje osiem godzin dziennie od 7.30 do 15.30. 29 lipca o 12.15 poszła w sprawach prywatnych do swojej koleżanki, która zatrudniona jest na stanowisku laborantki. Uległa tam poparzeniu związkiem chemicznym. Twierdzi, że uległa wypadkowi przy pracy. Czy ma rację?
Za wypadek przy pracy uważa się nagłe zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną, które nastąpiło w związku z pracą. Związek wypadku z pracą istnieje, gdy miał on miejsce podczas wykonywania przez pracownika zwykłych czynności lub poleceń przełożonych. A zatem o tym, czy pomiędzy wypadkiem a pracą istnieje związek, decyduje zachowanie pracownika. Jeśli nawet w czasie przeznaczonym na pracę pracownik robi to, co nie należy do jego obowiązków pracowniczych, zrywa związek z pracą. Jola zerwała zatem związek z pracą. Wyjaśnić trzeba, że o tym, czy wykonywane przez pracownika czynności w chwili wypadku wynikały z obowiązku świadczenia pracy, czy też leżały poza nim, decyduje treść umowy o pracę.
Przykłady
Piotr P. – nauczyciel wychowania fizycznego – co tydzień w niedzielę spotykał się na sali gimnastycznej z osobami chętnymi do gry w piłkę siatkową. Rozgrywali oni mecze. Spotkania te nie były objęte harmonogramem kółek zainteresowań. Szkoła nie zleciła Piotrowi ani nie upoważniła go do ich prowadzenia. Dyrektor szkoły zezwolił na korzystanie z sali gimnastycznej. Podczas jednego ze spotkań (21 lipca 2002 r.) Piotr przy wyskoku do piłki złamał nogę. Czy to nieszczęśliwe zdarzenie jest wypadkiem przy pracy?
W przedstawionym stanie faktycznym nie występuje jeden z koniecznych warunków do uznania zdarzenia za wypadek przy pracy. Zdarzenie, jakiemu uległ Piotr, nie ma związku z pracą. W czasie zdarzenia Piotr nie wykonywał zwykłych czynności wchodzących w zakres jego obowiązków ani też jakichkolwiek czynności w interesie zakładu pracy nawet bez polecenia. Do obowiązków Piotra wynikających z umowy o pracę w szkole nie należał obowiązek prowadzenia zajęć z wychowania fizycznego z osobami dorosłymi. Z uwagi na powyższe nieszczęśliwe zdarzenie, jakie spotkało Piotra, nie stanowi wypadku przy pracy.
Katarzyna M. 11 kwietnia 2002 r. o 15.00 uczestniczyła w pogrzebie Anny. Pracowały razem od 5 lat. Po pogrzebie, gdy szła do zakładowego autobusu, który przywiózł pracowników na pogrzeb, potrącił ją na pasach samochód. Doznała ciężkich obrażeń. Kilka miesięcy leżała w szpitalu. Gdy zaczęła ubiegać się o wypłatę jednorazowego odszkodowania usłyszała, że wypadek, jakiemu uległa, nie jest wypadkiem przy pracy, nie ma bowiem związku z pracą.
Przedstawiony problem w bardzo podobnym stanie faktycznym wyczerpująco wyjaśnił Sąd Najwyższy w wyroku z 15 lipca 1998 r. stanowiąc, iż udział w pogrzebie byłego współpracownika jest wykonywaniem przez zatrudnionego „czynności w interesie zakładu pracy”, a więc doznany podczas lub w związku z tym wypadek stanowi wypadek przy pracy (sygn. akt II UKN 123/98).
Anna W. pracuje w sklepie. W zakresie jej obowiązków oprócz obsługi klientów jest także rozładowywanie towaru. 2 sierpnia, będąc w 2 miesiącu ciąży, po kilku godzinach dźwigania 3-kilogramowych kartonów źle się poczuła. Wieczorem było jeszcze gorzej. Konieczna była wizyta w szpitalu. Okazało się, że straciła dziecko. Czy poronienie w takiej sytuacji może zostać uznane za wypadek przy pracy?
W przedstawionej sytuacji wypadek Anny może być uznany za wypadek przy pracy. Powyższe potwierdził także Sąd Najwyższy w uchwale z 10 stycznia 1979 r. stanowiąc, że poronienie jako następstwo wysiłku fizycznego pracownicy w związku z pracą jest wypadkiem przy pracy (sygn. akt III PZP 19/78). Trzeba zaznaczyć, że przy kwalifikacji wypadku nie ma znaczenia, że uległa ona wypadkowi wypełniając swoje pracownicze obowiązki.
Przyczyna zewnętrzna
Wypadkiem przy pracy jest tylko ten, który został wywołany przyczyną zewnętrzną. Zdaniem Sądu Najwyższego zewnętrzną przyczyną sprawczą wypadku przy pracy może być każdy czynnik pochodzący spoza organizmu poszkodowanego, zdolny – w istniejących warunkach – wywołać szkodliwe skutki, w tym także pogorszyć stan zdrowia pracownika dotkniętego już schorzeniem samoistnym (wyrok z 18 sierpnia 1999 r., sygn. akt II UKN 87/99).
Wśród przyczyn zewnętrznych można wymienić: promieniowanie, wybuch, działanie maszyn, fal magnetycznych, wysokiej albo niskiej temperatury. Bardzo ważną jest kwestia, że przyczyna zewnętrzna nie musi być jedyną przyczyną wypadku przy pracy. Jak stwierdził Sąd Najwyższy w uchwale z 11 lutego 1963 r., wystarczy, że pojawi się w zespole przyczyn, które do tego wypadku doprowadziły (sygn. akt III PO 15/62). Sytuacje, gdy wypadek przy pracy nastąpił z przyczyny zewnętrznej, np. z upadku z wysokości, która jest jednak powiązana z przyczyną wewnętrzną wynikającą z wewnętrznych właściwości organizmu człowieka, np. schorzenie kręgosłupa pracownika, są najczęściej przedmiotem sporów sądowych.
Rodzaje wypadków
Przykład
Andrzej P. zatrudniony na podstawie umowy o pracę 23 lipca został wezwany do dyrektora, który wręczył mu wypowiedzenie umowy o pracę. Andrzej odmówił przyjęcia wypowiedzenia i wyszedł z gabinetu. Załamał się. Był jedyną osobą pracującą w rodzinie. Udał się do lekarza zakładowego, który dał mu skierowanie do Poradni Zdrowia Psychicznego. Otrzymał zwolnienie lekarskie. Andrzej upiera się, że uległ wypadkowi przy pracy i wystąpił o wypłatę odszkodowania.
Zgodnie z ustaloną w tej kwestii linią orzecznictwa Sądu Najwyższego wręczenie pracownikowi wypowiedzenia umowy o pracę i nagłe pogorszenie się z tego powodu stanu jego zdrowia nie jest wypadkiem przy pracy. Wręczenie pisma zawierającego oświadczenie o wypowiedzeniu umowy o pracę nie stanowi nagłego zdarzenia wywołanego przyczyną zewnętrzną. Nie można nadać charakteru przyczyny zewnętrznej samemu faktowi zdenerwowania spowodowanego wręczeniem pracownikowi pisma zawierającego oświadczenie o wypowiedzeniu mu umowy o pracę. Stres związany z możliwością wręczenia pracownikowi pisma zawierającego wypowiedzenie mu umowy o pracę jest nieodłącznie wpisany w charakter stosunków pracowniczych, a jego rozmiar nie może być uznany za „ponadnormatywny” warunkujący przyjęcie go jako przyczyny zewnętrznej. Wręczenie pracownikowi wypowiedzenia może stanowić dla niego zaskoczenie, nie uzasadnia to jednakże, by przypisywać mu cechę nagłości (bez wątpienia nie jest to zdarzenie nagłe z punktu widzenia pracodawcy). Zaznaczyć także trzeba, że wręczenie wypowiedzenia umowy o pracę pozostaje w związku z istnieniem stosunku pracy (w tym znaczeniu, że zmierza do jego rozwiązania), a nie z faktem wykonywania (świadczenia) pracy. W szczególności jego wręczenie nie następuje podczas lub w związku z wykonywaniem przez pracownika zwykłych czynności albo poleceń przełożonych ani też podczas lub w związku z wykonywaniem przez pracownika czynności w interesie zakładu pracy, nawet bez polecenia. Wręczenie wypowiedzenia następuje bowiem w czasie szczególnego rodzaju przerwy w pracy (z uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego z 4 października 2000 r., sygn. akt I PKN 70/00). Z uwagi na powyższe żądanie Andrzeja o uznanie zdarzenia z 23 lipca 2002 r. za wypadek przy pracy nie ma podstaw prawnych.
Wypadki zrównane z wypadkiem przy pracy
Należy zaznaczyć, że na równi z wypadkiem przy pracy, w zakresie uprawnień do świadczeń wypadkowych, traktuje się wypadek, któremu pracownik uległ:
• w czasie trwania podróży służbowej w okolicznościach innych niż: wykonywanie przez pracownika zwykłych czynności albo poleceń przełożonych, czynności w interesie zakładu pracy, nawet bez polecenia, pozostawanie w dyspozycji zakładu pracy w drodze między siedzibą zakładu pracy a miejscem wykonywania obowiązku wynikającego ze stosunku pracy – podczas wykonywania czynności niebędących realizacją jego obowiązków pracowniczych, chyba że wypadek spowodowany został postępowaniem pracownika, które nie pozostawało w związku z wykonaniem powierzonych mu zadań,
• w związku z odbywaniem służby w zakładowych i resortowych formacjach samoobrony albo w związku z przynależnością do obowiązkowej lub ochotniczej straży pożarnej działającej w zakładzie pracy,
• przy wykonywaniu zadań zleconych przez działające w zakładzie pracy organizacje polityczne lub zawodowe lub uczestnicząc w organizowanych przez nie czynach społecznych.
Wypadki przy pracy
Definicja
Śmiertelny
Wypadek, w wyniku którego nastąpiła śmierć w miejscu wypadku lub w okresie nieprzekraczającym 6 miesięcy od dnia wypadku
Ciężki
Wypadek, w wyniku którego nastąpiło ciężkie uszkodzenie ciała, mianowicie: utrata wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia, lub inne uszkodzenie ciała albo rozstrój zdrowia, naruszające podstawowe funkcje organizmu, a także choroba nieuleczalna lub zagrażająca życiu, trwała choroba psychiczna, trwała, całkowita lub znaczna niezdolność do pracy w zawodzie albo trwałe poważne zeszpecenie lub zniekształcenie ciała
Zbiorowy
Wypadek, któremu w wyniku tego samego zdarzenia uległy co najmniej dwie osoby
Wypadek w podróży służbowej
Najwięcej problemów przy kwalifikacji sprawiają, zarówno pracownikom, jak i pracodawcom, wypadki w czasie trwania podróży służbowych. Sąd Najwyższy wyjaśnił, że wypadek zaszły podczas podróży służbowej jest wypadkiem zrównanym z wypadkiem przy pracy, jeżeli ma charakter nagły, został spowodowany przyczyną zewnętrzną i pozostaje w związku z wykonywaniem powierzonych pracownikowi zadań. Związek przyczynowy jako element pojęcia wypadku zaszłego podczas podróżny służbowej ujęty jest szerzej niż związek zdarzenia z pracą w pojęciu wypadku przy pracy. W związku przyczynowym z zadaniami pracownika, które ma wykonać podczas oddelegowania, pozostaje każda jego czynność, która nie jest sprzeczna z celem podróży służbowej. Będą więc pozostawały w związku z podróżą takie czynności, jak spożywanie posiłków, zakupy, czynności higieniczne, toaletowe itp., gdyż od nich zależy, czy następnego lub tego samego dnia pracownik będzie gotów do wykonania powierzonych mu zadań. Taką wykładnię przyjął Sąd Najwyższy między innymi w wyroku z 12 sierpnia 1977 r. (sygn. akt III PRN 25/77) uznając, że jest wypadkiem podczas podróży służbowej uraz ręki pracownika spowodowany otworzeniem się okna w pokoju hotelowym na skutek podmuchu wiatru.
Przykłady
Adam N. został oddelegowany z Warszawy do pracy w Słupsku. Mieszkał tam w kwaterze prywatnej. 20 maja 2002 r. po powrocie z pracy gospodyni poprosiła go, aby sprawdził, dlaczego nie może w swoim pokoju oglądać tv. Adam stwierdził, że pewnie wiatr przesunął antenę i wszedł na dach. Schodząc z drabiny, spadł i złamał nogę. Gdy wystąpił o wypłatę odszkodowania, otrzymał odpowiedź, że zdarzenie to nie podlega ochronie z ustawy wypadkowej.
Czynności pracownika nie wynikające z jego obowiązków pracowniczych, pozostające w sferze spraw prywatnych, mogą być uznane za wypadki przy pracy tylko wówczas, gdy mają związek z pracą, zgodne są z celem podróży. Udzielenie przez Andrzeja pomocy (przysługi) gospodyni nie miało żadnego związku z wykonywaniem powierzonych mu zadań przez zakład pracy i chociaż stanowi przejaw grzeczności i zasługuje na społeczną aprobatę, nie wystarcza do uznania, iż wypadek zaistniały podczas jej wykonywania jest wypadkiem przy pracy (wyrok Sądu Najwyższego z 23 stycznia 1980 r., sygn. akt III PRN 56/79).
Jola B. – pracownica banku, została oddelegowana przez pracodawcę do Kołobrzegu na specjalistyczne szkolenie w związku z wprowadzeniem nowego programu komputerowego. Szkolenie trwało od 10 do 17 czerwca. Program szkolenia przewidywał zajęcia merytoryczne (od 8.00 do 15.00) oraz popołudniową część rekreacyjną – spotkania towarzyskie. Jola uczestnicząc w jednym z nich złamała nogę. Czy był to wypadek przy pracy?
Prawo do świadczeń wypadkowych nabywa także pracownik, który uległ wypadkowi w czasie trwania podróży służbowej, podczas wykonywania czynności związanych z podróżą, leżących jednak poza ramami spraw zawodowych, przypisywanych zazwyczaj do sfery prywatnych spraw pracownika. Trzeba wyjaśnić, że wszystkie zachowania pracownika w podróży służbowej po pracy pozostają w związku ze stosunkiem pracy, za wyjątkiem zachowań niedających się pogodzić z celem podróży służbowej, to znaczy z potrzebą realizacji powierzonych mu zadań.
W przedstawionej wyżej sytuacji Jola po zakończeniu zajęć merytorycznych brała udział w spotkaniu towarzyskim uczestników szkolenia. Spotkanie to było przewidziane w programie zajęć. Udział w nim nie doprowadził do zerwania związku z pracą, gdyż pozostawał on w związku funkcjonalnym z pracą. Wypadek, jakiego doznała Jola w czasie spotkania, podlega ochronie prawnej. W jej zachowaniu nie można dopatrzeć się naganności uzasadniającej uznanie, że doszło do zerwania związku z podróżą służbową.
Wypadek w czasie czynów społecznych
Za wypadek zrównany z wypadkiem przy pracy uznaje się także, jak wyżej podkreślono, wypadek, jakiemu uległ pracownik przy wykonywaniu zadań zleconych przez działające w zakładzie pracy organizacje polityczne lub zawodowe albo uczestnicząc w organizowanych przez nie czynach społecznych.
Powyższa regulacja została uchwalona w 1975 r., w zupełnie innych realiach politycznych i gospodarczych, dlatego straciła częściowo na aktualności. W zakładach pracy nie działają już organizacje polityczne (partie), nie organizuje się też czynów społecznych w dawnym znaczeniu. Obecnie można przyjąć, że pracownik będzie mógł korzystać ze świadczeń wypadkowych, jeżeli ulegnie wypadkowi podczas imprez organizowanych w celach charytatywnych przez swojego pracodawcę.
Wypadek w drodze do pracy i z pracy
Za wypadek w drodze do pracy i z pracy uważa się nagłe zdarzenie, wywołane przyczyną zewnętrzną, które nastąpiło w drodze do lub z miejsca wykonywania zatrudnienia lub innej działalności stanowiącej tytuł ubezpieczenia chorobowego, jeżeli droga ta była najkrótsza i nie została przerwana. Uważa się jednak, że wypadek nastąpił w drodze do pracy lub z pracy, mimo że droga została przerwana, jeżeli przerwa była życiowo uzasadniona i jej czas nie przekraczał granic potrzeby, a także gdy droga, nie będąc drogą najkrótszą, była dla ubezpieczonego ze względów komunikacyjnych najdogodniejsza.
Czynnością życiowo uzasadnioną, która przerywa drogę z pracy, jest na przykład dokonywanie zakupów w sklepie usytuowanym między pracą a miejscem zamieszkania.
Za drogę do pracy lub z pracy uważa się oprócz drogi z domu do pracy lub z pracy do domu również drogę do miejsca lub z miejsca:
• innego zatrudnienia,
• zwykłego wykonywania funkcji lub zadań politycznych, zawodowych lub społecznych,
• zwykłego spożywania posiłków,
• odbywania nauki lub studiów dla pracujących na podstawie skierowania.
Przykłady
Andrzej P. po zakończeniu pracy pojechał oddać książkę koledze. Zajęło mu to godzinę. Kolega mieszka w odległości tylko 5 km od miejsca pracy Andrzeja, w innym jednak kierunku niż jego dom. Andrzej przebiegając przez ulicę przed domem kolegi został potrącony przez samochód. Doznał wstrząsu mózgu, złamał rękę. ZUS odmówił mu wypłaty odszkodowania.
Stanowisko ZUS jest uzasadnione. By zdarzenie zostało uznane za wypadek w drodze z pracy, musi być nagłe, wywołane przyczyną zewnętrzną, a droga z pracy musi być jednocześnie:
l drogą najkrótszą, chyba że nie będąc drogą najkrótszą jest dla pracownika najdogodniejszą ze względów komunikacyjnych,
l drogą nieprzerwaną, chyba że przerwa była życiowo uzasadniona i jej czas nie przekraczał granic potrzeby.
Z uwagi, iż Andrzej P. udał się po pracy w innym (przeciwnym) kierunku do miejsca zamieszkania, jego droga z pracy nie była najkrótsza. Nie była także nieprzerwana, a przerwy na oddanie książki koledze nie można traktować jako życiowo uzasadnioną. Z uwagi na powyższe nieszczęśliwego zdarzenia, jakiemu uległ Andrzej, nie można uznać za wypadek w drodze z pracy.
Karol B. dojeżdża do pracy jednym tramwajem przez 10 minut. 18 czerwca wracał do domu jak zwykle. Nie zatrzymywał się nigdzie, nawet nie zaszedł do sklepu pod blokiem. Idąc na szóste piętro, na którym znajduje się jego mieszkanie, na trzecim został napadnięty. Trzej młodzi ludzie okradli go i dotkliwie pobili, m.in. wybili zęba, złamali żebra. Czy wypadek Karola jest wypadkiem w drodze z pracy do domu. Jak interpretować pojęcie końca drogi z pracy?
Wypadek Karola spełnił wszystkie przesłanki uznania go za wypadek przy pracy. Był nagły, wywołany przyczyną zewnętrzną, nastąpił podczas powrotu z pracy do domu (na klatce schodowej bloku) drogą najkrótszą i nieprzerwaną. Sąd Najwyższy w wyroku z 24 stycznia 1997 r. zwrócił uwagę, że koniec drogi pracownika z pracy do domu zależy od tego, czy jest to dom jednorodzinny, czy też budynek wielomieszkaniowy. Przepisy ustawy wypadkowej nie określają początku i końca drogi do pracy lub z pracy. W doktrynie i orzecznictwie przyjmuje się, że droga ta zaczyna się z chwilą opuszczenia przez pracownika drzwi do mieszkania, w którym mieszka, lub bramy zakładu pracy i kończy się również na granicy terenu władztwa zakładu pracy czy też progu domu (mieszkania) pracownika. Należy podzielić ten pogląd. Na przykład w sytuacji, gdy pracownik jest właścicielem (współwłaścicielem) czy najemcą domu rodzinnego, w którym mieszka, przekroczenie takiego domu zakończy jego drogę z pracy do domu. Inaczej natomiast jest wówczas, gdy pracownik mieszka w domu wielorodzinnym i jedynie odrębne lokale, mieszkania są przedmiotem praw należących do poszczególnych mieszkańców. Zdarzenie, któremu ulega wracający z pracy pracownik na klatce schodowej takiego wielomieszkaniowego budynku, jeszcze przed wejściem do własnego mieszkania, jest wypadkiem w drodze z pracy do domu, bowiem pracownik nie przekroczył jeszcze progu swego mieszkania, potocznie nazywanego domem (sygn. akt II UKN 57/96).
Arek W. skończył pracę o 15.30. Opuścił jednak zakład pracy o 19.00. Do tej godziny wraz z kolegami świętował swoje imieniny – pił z nimi alkohol. O 19.00 pojechał tak jak zwykle do domu autobusem, który ma przystanek przed jego domem. Autobus zderzył się z samochodem ciężarowym. Arek W. zmarł na miejscu zdarzenia. Jego żona wystąpiła o jednorazowe odszkodowanie z tytułu wypadku w drodze z pracy, któremu uległ jej mąż. Spotkała się z odmową.
Wypadek drogowy, w następstwie którego Arek poniósł śmierć, był zdarzeniem nagłym spowodowanym przyczyną zewnętrzną. Okoliczność ta nie jest kwestionowana, podobnie jak ustalenie, że wypadek zdarzył się w drodze między siedzibą pracodawcy a miejscowością zamieszkania Arka. Aby uznać zdarzenie za wypadek w drodze z pracy, konieczne jest jednak, aby opuszczenie terenu zakładu wynikało z zakończenia pracy, z zaprzestania wykonywania obowiązków pracowniczych – zwykłych, poleconych przez przełożonych lub innych, wykonywanych w interesie pracodawcy. Picie alkoholu w zakładzie pracy w czasie przeznaczonym na wykonywanie obowiązków pracowniczych powoduje zerwanie związku wypadku z pracą. Nawet wówczas, gdyby nietrzeźwy pracownik pracę faktycznie świadczył. Pracą w rozumieniu ustawy wypadkowej nie jest samo przebywanie w zakładzie pracy, fizyczna tam obecność pracownika, ale pozostawanie pracownika w dyspozycji pracodawcy. Warunkiem pozostawania w dyspozycji pracodawcy jest gotowość pracownika do pracy – subiektywny zamiar wykonywania pracy i obiektywna możliwość jej świadczenia. Nietrzeźwość pracownika wyłącza z istoty rzeczy jego gotowość do pracy. Pracodawca nie tylko nie może w takim przypadku dysponować osobą pracownika, ale zobowiązany jest odmówić dopuszczenia go do pracy. Stwierdzone u Arka stężenie alkoholu we krwi wynoszące po około 20 minutach od opuszczenia terenu zakładu pracy 1,56 promila jednoznacznie dowodzi zerwania związku drogi do domu z pracą, a w konsekwencji także związku z pracą wypadku w drodze do domu. Arek uległ śmiertelnemu wypadkowi wracając z miejsca przeznaczonego na wykonywanie pracy, ale nie z miejsca wykonywania pracy.
Brak prawa do świadczeń
Możliwość pozbawienia pracownika, który uległ wypadkowi przy pracy, świadczeń przewidzianych w ustawie wypadkowej występuje jedynie wtedy, gdy:
• wyłączną, a nie decydującą jego przyczyną było udowodnione przez pracodawcę naruszenie przez pracownika przepisów dotyczących ochrony życia i zdrowia spowodowane przez niego umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa;
Wszystkie wymienione przesłanki: wyłączność przyczyny, umyślne lub rażące niedbalstwo w naruszeniu przez pracownika podanych wyżej przepisów oraz spoczywanie ciężaru dowodu w wykazaniu obu tych przesłanek na pracodawcy, muszą być spełnione łącznie;
pracownik będąc w stanie nietrzeźwości przyczynił się w znacznym stopniu do wypadku przy pracy.
Naruszenie przepisów
Aby stwierdzić, czy istnieje podstawa wyłączająca prawo pracownika do świadczeń z ustawy wypadkowej, należy w pierwszej kolejności ustalić, czy przyczyna wypadku leży wyłącznie po stronie poszkodowanego pracownika, a dopiero w następnej kolejności określić rodzaj jego zawinienia.
Przez przyczynę wyłączną należy rozumieć jedyną. Gdy pracownik naruszył przepisy dotyczące ochrony życia i zdrowia umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa, jednakże twierdzi, że nie była to przyczyna wyłączna, że wypadek nastąpił także z innej, niezależnej od niego przyczyny, spoczywa na nim ciężar udowodnienia tego faktu. Przeprowadzenie takiego dowodu spowoduje, że nabędzie on prawo do świadczeń wypadkowych.
Przepisy ustawy wypadkowej nie definiują pojęcia rażące niedbalstwo i wina umyślna. Wyjaśnieniem ich wielokrotnie zajmował się jednak Sąd Najwyższy. Przywołajmy tezy choć kilku wyroków:
• Rażące niedbalstwo zachodzi wówczas, gdy poszkodowany pracownik podejmuje działania z naruszeniem przepisów o ochronie zdrowia i życia, chociaż mógł i powinien był przewidzieć grożące mu niebezpieczeństwo, które zwykle występuje w danych okolicznościach faktycznych, co dla każdego człowieka o przeciętnej przezorności jest oczywiste (wyrok z 23 października 1981 r., sygn. akt III URN 40/80).
• Rażące niedbalstwo zachodzi wówczas, gdy poszkodowany zachowuje się w sposób odbiegający jaskrawo od norm bezpiecznego postępowania i świadczący o całkowitym zlekceważeniu przepisów dotyczących ochrony życia i zdrowia (wyrok z 15 stycznia 1998 r., sygn. akt III AUa 418/97).
• Niedbalstwo pracownika jako wyłączna przyczyna wypadku przy pracy zwalnia pracodawcę od odpowiedzialności tylko wtedy, gdy miało charakter rażący, a więc graniczyło z umyślnością (art. 8 ust. 1 ustawy z 12 czerwca 1975 r. o świadczeniach z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych, j.t. Dz.U. z 1983 r. Nr 30, poz. 144 ze zm.) – wyrok z 30 listopada 1999 r., sygn. akt II UKN 221/99.
• Winę umyślną w rozumieniu art. 8 ust. 1 ustawy wypadkowej przyjmuje się wówczas, gdy pracownik świadomie nie przestrzega nakazów lub zakazów określonych w znanych mu przepisach o ochronie życia i zdrowia (wyrok Sądu Najwyższego z 15 listopada 2000 r., sygn. akt II UKN 43/00).
Przykład
Katarzyna L. od 5 lat zatrudniona jako sprzedawca w sklepie mięsnym 4 czerwca 2002 r., krojąc w plasterki końcówkę kawałka szynki na krajalnicy, odcięła sobie opuszkę palca wskazującego. Aby plasterki z końcówki wędliny były równo pokrojone, końcówkę zawsze dociskała popychaczem, a popychacz ręką, zamiast zamontowanym uchwytem. Tego dnia popychacz zsunął się z owalnego kawałka s | | |