Piątek, 7 grudnia 2007 Zamknięto zakład kiszenia kapusty, gdzie zginął robotnikPAP 13:40Sanepid zamknął, w trybie natychmiastowym, zakład kiszenia kapusty w Bałoszycach koło Iławy (Warmińsko- Mazurskie), w któtrym zginął jeden pracownik zatruty siarkowodorem, a drugi trafił do szpitala. Zakład działał nielegalnie, nie miał żadnych pozwoleń na tego rodzaju działalność, kapusta kiszona była w silosach, w których kiedyś robiono kiszonkę dla zwierząt - powiedziała Elżbieta Burzyńska, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie.Jak ustalił Sanepid, zakład kiszenia kapusty w Bałoszycach należy do mieszkańca Warszawy. Urządzono go na terenie byłego PGR w prymitywnych warunkach sanitarnych, nie było w nim m.in. bieżącej wody. Dlatego decyzja o jego zamknięciu podjęta została w trybie natychmiastowym - podkreśla Burzyńska. Z ustaleń Sanepidu i Państwowej Inspekcji Pracy w Olsztynie wynika także, że pracownicy nie przeszli żadnych szkoleń, w tym m.in. BHP. Pracownik, który zginął, był traktorzystą - dodała Burzyńska. Rzecznik prasowy PIP Jacek Żerański podkreślił, że brakowało także sprzętu asekuracyjnego dla pracowników. Człowiek, który zginął, nie miał szelek asekuracyjnych i maski przeciwgazowej - mówił Żerański. Do wypadku w zakładzie kiszenia kapusty w Bałoszycach doszło w poniedziałek. 43-letni pracownik zmarł na miejscu zatruty gazem, gdy pracował w silosie z kapustą. Drugi, 24-letni, który ruszył mu na pomoc, przebywa w szpitalu w Prabutach. Okoliczności wypadku bada także prokuratura rejonowa w Iławie. Postępowanie prowadzimy w trzech kierunkach: nieumyślnego spowodowania śmierci pracownika, narażenia innego pracownika na niebezpieczeństwo oraz nieprzestrzegania przepisów prawa pracy w tym zakładzie. Na razie nikomu nie postawiliśmy zarzutów - powiedział PAP prokurator rejonowy w Iławie Jan Wierzbicki. Prokuratura ustaliła już, że pracownicy zatruli się siarkowodorem, który wytworzył się w silosach, gdy składowana w nich kapusta zaczęła gnić. Gdy proces fermentacji, jakim jest kiszenie, przechodzi w proces gnilny, wówczas uwalnia się siarkowodór. W silosie były go takie ilości, że pracownik zatruł się na miejscu - dodał Wierzbicki. (ak)
|
Komentarze