Kazimierz D., emerytowany dyrektor kopalni Halemba najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Powód? Zdaniem śledczych nie dopełnił obowiązków, przez co w listopadzie 2006 roku w Rudzie Śląskiej zginęło 23 górników. Znał raporty o przekroczonych normach metanu pod ziemią. Ostatni dostał na kilka godzin przed tragedią. Nie wycofał jednak pracowników z niebezpiecznego rejonu. Dlaczego? Bo zyski były ważniejsze niż ludzkie życie.

Prokuratorzy ustalili, że były dyrektor kopalni nie tylko wiedział o przekroczonych dopuszczalnych stężeniach metanu, ale akceptował niebezpieczeństwo i brak profilaktyki. - Lekceważył alarmujące dane i nie nakazywał przerwania prac. Skutek, to śmierć 23 osób. Dlatego postawiliśmy D. zarzut nie tylko niedopełnienia obowiązków, ale też sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia górników oraz mienia w wielkich rozmiarach - podkreśla prok. Michał Szułczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Zarzuty postawiono także zastępcy dyrektora Janowi J. Grozi mu do 3 lat więzienia. Jego szefowi - 12.
Tak poważne zarzuty dla D. są zaskoczeniem. Tajemnicą poliszynela przez wiele miesięcy było, że śledczy nie mają dowodów umożliwiających zarzucenie mu umyślnego działania. Mówiono, że całą winę na siebie wziął jeden z podwładnych D. W zamian dyrektor miał zaopiekować się jego rodziną i zapewnić mu spokojną przyszłość po odbyciu kary. Górnicy i rodziny zmarłych nie kryli wściekłości: - Morderca uciekł na emeryturę. Nawet na pogrzeby nie przyszedł. Bał się spojrzeć nam w twarz - krzyczeli.
Zniesmaczeni dotychczasowymi działaniami prokuratorów byli też związkowcy z Sierpnia 80. Teraz odzyskali nadzieję. - Do tej tragedii doprowadziło nieliczenie się z ludzkim życiem, zysk za wszelką cenę, korupcja i układy. Decyzję prokuratury o zatrzymaniu D. przyjmujemy z satysfakcją - mówi Bogusław Ziętek.
Akt oskarżenia w tej sprawie będzie gotowy prawdopodobnie w czerwcu. - To już naprawdę koniec śledztwa. Za kilka dni podejrzani będą mogli zapoznać się z materiałem i złożyć wnioski dowodowe - zapewnia prok. Szułczyński. Niewykluczone, że niektórym osobom zostaną przedstawione dodatkowe zarzuty. Proces w gliwickim Sądzie Okręgowym rozpocznie się po wakacjach
Emerytowany dyrektor Halemby odmówił składania wyjaśnień. Kiedy w piątek wezwano go na przesłuchanie nie domyślał się, że może zostać zatrzymany i osadzony w areszcie. Zdziwieni byli także szefowie Kompanii Węglowej, do której należy rudzka kopalnia. Rzecznik Zbigniew Madej przyjął zarzuty wobec D. z niedowierzaniem: - Wypadki się zdarzają. W górnictwie są one niejako wkalkulowane w zawód. Ale nie wyobrażam sobie, by dyrektor kopalni mógł świadomie narażać górników na niebezpieczeństwo - stwierdził. I apelował, by nie ferować osądów: - Poczekajmy do wyroku.
O tym, że Kazimierz D. był świadomy fałszowania odczytów poziomu metanu, nieopylania ścian pyłem kamiennym, fatalnie działającej wentylacji, aż huczało w górniczym środowisku. Potwierdził je raport Najwyższej Izby Kontroli i komisja Wyższego Urzędu Górniczego. Problemem był brak dowodów. Teraz się znalazły. Kto ich dostarczył? Tego śledczy nie ujawniają. - Nie mogę dyskutować o dowodach - zastrzega prok. Michał Szułczyński.
Przypomnijmy, jak doszło do tragedii. 21 listopada 2006 roku 1030 metrów pod ziemią demontowano urządzenia z likwidowanej ściany. Wielokrotnie wybijało prąd. To dlatego około 17. wybuchł metan. Chwilę później zapalił się i eksplodował pył węglowy. Przez chwilę temperatura wynosiła tam tysiąc stopni. 23 górników, w tym 15 z firmy zewnętrznej MARD, nie miało najmniejszych szans. Ratownicy szli po zwłoki.
Eksplozja była tak ogromna, że przerzucała kilkutonowe urządzenia.
Bardzo szybko wyszły na jaw ogromne zaniedbania w kopalni. Fałszowanie pomiarów metanu, wieszanie czujników w miejscach, gdzie dopływało świeże powietrze. No i brak zabezpieczeń przed wybuchem pyłu węglowego.
Gliwicka prokuratura nie ukrywa, że to było jedno z najtrudniejszych śledztw, jakie do tej pory tam prowadzono. Prowadzący sprawę musieli poznać prawo górnicze, a nawet technikę rabunku ściany. Czuli też ogromną odpowiedzialność, jaka spoczęła na ich barkach: przełamanie zmowy milczenia środowiska. Do tej pory za nieprawidłowości, nawet te, których wynikiem była śmierć, odpowiadały "płotki". Czy tym razem będzie inaczej? Wszystko w rękach sądu.
Zarzuty postawiono 20 osobom. Najważniejsza z nich to Kazimierz D. Oprócz niego w areszcie przebywa Marek Z., były główny inżynier.
Część osób poszła na współpracę i sypała kolegów. Kilku potem wycofało się z zeznań. Zaprzeczali, jakoby podpisywali pewne dokumenty.
Śledczy czekają na opinię grafologa.
- W czerwcu do sądu powinien trafić akt oskarżenia. Dwie osoby, które przyznały się do winy, zostały już skazane - wyjaśnia prok. Michał Szułczyński.
Chodzi o Ewę K. z firmy Góreks, oskarżoną o poświadczenie nieprawdy w dokumentach przy przetargu na prace w Halembie. Tym, który wygrał MARD - na prace likwidacyjne ściany 1030 metrów pod ziemią. Pod koniec marca skazano ją na 9 miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. 12 marca skazano Franciszka S., nadsztygara. Za składanie fałszywych zeznań dostał rok w zawieszeniu. Mężczyzna ma kolejne zarzuty w głównym śledztwie.
Na ławie oskarżonych lada dzień zasiądzie także Marian D., szef firmy MARD. Przyznał się do poświadczenia nieprawdy w dokumentach i poprosił o wymierzenie kary bez procesu. Póki co, nie udowodniono mu świadomego narażania pracowników na niebezpieczeństwo. Nieoficjalnie wiadomo, że rozszerzenie zarzutów wobec tej osoby jest prawdopodobne.
Wielu górników, kolegów, przyjaciół zmarłych do dzisiaj nie potrafi otrząsnąć się z traumy. Powracają do nich sceny sprzed kopalni, gdy oczekiwano na wieści o przebywających pod ziemią. Wielu topi smutki i stres w alkoholu. Zaraz po wypadku mogli zasięgnąć rady psychologów. Niewielu się decydowało. Dlaczego?
- Korzystanie z pomocy psychologa nie jest wśród górników specjalnie popularne. To oznacza przyznanie się do problemu. Mimo to sporo osób do mnie przychodzi. Nie mogę tu w kopalni prowadzić terapii. Osoby ze stresem pourazowym kieruję do katowickiej poradni MSWiA. Tam znajdują pomoc - wyjaśnia Krzysztof Kruszyński, psycholog z kopalni Halemba.
Dodaje, że śmierć jest czymś, co towarzyszy pracy górników, dlatego nie bywa zaskoczeniem. Tylko nie jest łatwo pogodzić się z sytuacją, gdy prawdziwym powodem śmierci nie jest nieokiełznana i nieprzewidywalna natura, a pogoń za zyskiem, lekceważenie bezpieczeństwa, układy i korupcja.
http://www.dz.com.pl/?tekst,2103
|
Komentarze