Strona główna Wypadki Dekapitacja głowy pracownika zatrudnionego na złomowisku

Dekapitacja głowy pracownika zatrudnionego na złomowisku

97
0

Dekapitacja głowy pracownika zatrudnionego na złomowisku

Opisany wypadek nale­ży do najbardziej maka­brycznych, jakie widzia­ł w swojej karierze zawodowej jeden z inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy. Gdy przybył na miejsce wypadku zastał jeszcze  zwłoki poszkodowane­go na miejscu zdarzenia i później był świadkiem ich wydobycia spod skrze­pu hutniczego, który do­słownie obciął głowę poszkodowanemu.

Takie wypadki się zdarzają, ale tym razem praco­dawca złamał praktycz­nie wszystkie przepisy bezpieczeństwa pracy i legalności zatrudnienia. Do wypadku doszło na terenie składowi­ska złomu w hucie na południu Polski, w  maju201.

Prace związane z przepalaniem złomu, przy których zdarzył się wypadek, huta zleciła spółce G.

W pisemnej umowie ustalono, że wykonawca przy tej usłudze zatrudni wskazanego podwykonawcę – fir­mę V., zajmującą się skupem i sprzedażą metali kolorowych.

Umowa obejmowała usługę palenia złomu niewsadowego po­wstałego w procesach ciągłego odlewania stali na złom wsadowy.

Zakres prac obej­mował przepalenie odpadu technologicz­nego na złom o wymiarach umożliwiają­cych jego dalszy przerób, tj. przetopienie.

Złom dostarczano wagonami na specjalnie wyznaczone pole na składowisku, a wyko­nawca samodzielnie miał rozładować złom niewsadowy i po przepaleniu załadować go na wagony oraz dostarczyć do stalowni.

Okresowo też wykonawca miał wykonać załadunek na wagony powstałej zendry oraz obtopów po paleniu.

Dalsze przekaza­nie realizacji opisanych prac podwykonaw­cy firmie V. nastąpiło na podstawie umowy pomiędzy nią a spółką G.

Zgodnie z wyma­ganiami huty zostały opracowane plany BIOZ (choć zakres prac nie dotyczył prac budowlanych) zarówno przez spółkę G., jak firmę V., czyli faktycznego wykonawcę zle­cenia.

Oba plany miały jednakową treść i określono w nich, że osobami odpowie­dzialnymi za bezpieczeństwo

prowadzo­nych robót i jednocześnie ich koordynato­rami oraz sprawującymi bezpośredni nad­zór nad podległymi pracownikami będą: właściciel firmy V. (pracodawca poszkodo­wanego) oraz specjalista ds. bhp – pracow­nik spółki G.

Do zadań tych osób należała m.in. stała kontrola podległych pracowni­ków co do prawidłowości wykonywania poszczególnych prac (ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień bhp).

Ponadto, w dokumentach znajdował się zapis, że osoby zobowiązują się do ścisłego prze­strzegania ustaleń planów BIOZ i oświad­czają, że ponoszą wszelką odpowiedzial­ność za skutki wynikłe z prowadzenia robót wbrew postanowieniom.

Zaznaczono rów­nież, że wykonawca ponosi pełną odpo­wiedzialność za bezpieczeństwo wszyst­kich pracowników znajdujących się we­wnątrz wydzielonych i oznaczonych tere­nów prac.<o:p></o:p>

Huta udostępniła pracodawcy (firmie V.) suwnicę o udźwigu 20 Mg, która posiadała decyzję UDT zezwalającą na jej eksploata­cję.

W dniu wypadku suwnicę obsługiwał pracownik pracodawcy, z wymaganymi do tego kwalifikacjami. Do suwnicy podcze­piony był chwytnik (chwytak) elektroma­gnetyczny służący do podnoszenia mate­riałów ferromagnetycznych.

W dniu wy­padku praca na złomowisku była wykony­wana wyłącznie przez operatora suwnicy oraz poszkodowanego i – wbrew ustale­niom – nie była nadzorowana przez praco­dawcę.

Około 9.30 poszkodowany zakoń­czył przepalanie części rozładowanego uprzednio złomu w strefie pod suwnicą i udał się do budynku poza składowiskiem, aby zjeść śniadanie.

Operator suwnicy chciał wykorzystać tę okoliczność i rozładować dwa wagony ze skrzepami z kadzi, mającymi kształt obrą­czek oraz sierpów o średnicach około 2,5 m, aby przygotować je do przepalania na zie­mi.

Przebywający w kabinie suwnicy opera­tor był przekonany, że poszkodowany nie znajduje się w strefie niebezpiecznej pod pracującą suwnicą.

Uniósł jeden ze skrze­pów o kształcie sierpa, jednak po przywar­ciu do chwytnika jednego z końców, gdy drugi wolny koniec znalazł się na wysoko­ści około 0,5 m nad powierzchnią ładunko­wą wagonu, skrzep oderwał się od chwyt­nika.

Spadając, uderzył w wagon i ruchem koszącym spadł na ziemię. Operator chciał się upewnić, czy skrzep nie spadł pod koła wagonu i ich nie zablokował, zszedł z suw­nicy i wówczas zobaczył poszkodowanego ugodzonego piłowatą krawędzią skrzepu w szyję, w wyniku, czego nastąpiła dekapitacja.

Natychmiast zawiadomił znajdują­cych się w pobliżu pracowników huty, a oni zawiadomili przełożonych i pra­codawcę. Sam doznał wstrząsu psy­chicznego i wymagał udzielenia mu pomocy lekarskiej.

Z analizy planów BIOZ wynikało, że nie dopełniono wszystkich ustaleń – strefa pracy suwnicy nie została wy­dzielona i oznakowana znakami bez­pieczeństwa. Tablica ostrzegawcza na podporze toru suwnicy była zardze­wiała i nieczytelna,

co stanowiło nie­dopełnienie wymagania określonego w § 13 pkt 2 rozporządzenia Ministra Gospodarki z dnia 14 lipca 2010 r. w sprawie bhp w hutnictwie żelaza i stali (Dz.U. z 2010 r. Nr 142, poz. 951).

Naru­szono wymaganie, że wykonawca do­puszcza do prac tylko pracowników posiadających ważne badania lekar­skie, aktualne szkolenia i wymagane przez prawo kwalifikacje. Nie okazano dokumentów potwierdzających po­siadanie przez poszkodowanego kwa­lifikacji zawodowych, tj.  co najmniej zaświadczenia o ukończeniu szkole­nia, o którym mowa w § 28 rozporzą­dzenia Ministra Gospodarki z dnia 27 kwietnia 2000 r. w sprawie bezpie­czeństwa i higieny pracy przy pracach spawalniczych (Dz.U. z 2000 r. Nr 40, poz. 470).

Od pracodawcy, na którego terenie poszkodowany wykonywał prace, tj. od huty, uzyskano kartę  – in­struktaż stanowiskowy na stanowisku przepalacza, udzielony 1 grudnia 2014 na 5 miesięcy przed formal­nym objęciem poszkodowanego ubezpieczeniem społecznym i zawar­ciem umowy o pracę) przez kierowni­ka oddziału przygotowania wsadu.

W czasie przesłuchania operator suwni­cy zeznał, że poszkodowany faktycz­nie pracował na terenie składowiska złomu od połowy grudnia 2014 r.

Po­szkodowany nie został poddany bada­niu lekarskiemu do celów profilaktyki zawodowej. Nie ustalano odrębnymi umowami pomiędzy hutą a rzeczywistym wykonawcą robót firmą V. podziału obowiązków wynikających z art. 208 Kodeksu pracy.

Bezpośrednią przyczyną wypadku  było  uderzenie poszkodowanego przez spadający z wysokości skrzep,  w wyniku wejścia poszkodowanego do strefy niebezpiecznej pod pracującą suwnicę z chwytnikiem elektromagnetycznym, czym naruszył § 13 pkt 2 rozporządzenia Ministra Gospodarki w sprawie bhp w hutnictwie żelaza i stali, jednoznacznie zabraniający przebywania osób w strefach pracy suwnicy w przypadku unoszenia ładunków chwytnikiem elektromagnetycznym.

Nastąpiło to m.in. przez brak stałego nadzoru osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo pracowników, tj. pracodawcy i właściciela firmy V., który w momencie wypadku przebywał 300 km od miejsca zdarzenia .

Ponadto strefa pracy suwnicy nie została wydzielona i oznakowana znakami bezpieczeństwa informującymi o występujących zagrożeniach.  Zabrakło właściwego przeszkolenia z zakresu bhp i zapoznania poszkodowanego z zagrożeniami przy pracy, w tym na podstawie oceny ryzyka zawodowego na zajmowanym stanowisku.

Jako przyczyny techniczne należy wskazać niewłaściwy sposób transportu tzw. obrączek. Skrzep, który uderzył w poszkodowanego, był unoszony przy użyciu chwytnika elektro-magnetycznego wykorzystującego siłę pola magnetycznego, przyciągającą materiały ferromagnetyczne np. złom.

Siła udźwigu takiego chwytnika jest uzależniona od grubości i kształtu podnoszonych elementów, wielkości szczeliny powietrznej pomiędzy płaszczyzną tarczy chwytnika a unoszonym elementem (parametr związany z chropowatością i wielkością płaszczyzny przylegania elementu do tarczy chwytnika) oraz przenikalnością magnetyczną związaną ze składem chemicznym podnoszonych elementów.

Podnoszony skrzep miał nieregularny kształt o dużej krzywiźnie i chropowatości powierzchni, co obniżało efektywną wielkość powierzchni przylegania do tarczy chwytnika i zwiększało średnią wielkości szczeliny powietrznej.

Poza tym w składzie skrzepu znajdowały się zanieczyszczenia obniżające przenikalność magnetyczną.

Te cechy skrzepu obniżały wielkość siły udźwigu chwytnika.  Biorąc pod uwagę, że rozładunek odbywał się w skrajni wagonu znajdującej się około 2 m od krawędzi obrysu strefy pracy suwnicy,

istniało ryzyko upadku „obrączki” poza strefę niebezpieczną, co naruszało § 7 ust. 1 rozporządzenia Ministra Gospodarki z dnia 30 października 2002 r. w sprawie minimalnych wymagań dotyczących bhp w zakresie użytkowania maszyn przez pracowników podczas pracy (Dz.U. z 2002 r. Nr 191, poz. 1596), stanowiącego, że maszyny i oprzyrządowanie przeznaczone do podnoszenia ładunków dobiera się z uwzględnieniem wielkości ładunków, jakie będą nimi przenoszone, miejsc uchwytu, sposobu i miejsca umieszczenia ładunku, sprzętu do mocowania oraz warunków atmosferycznych, w jakich mogą być przemieszczane.

Dopełnieniem skali naruszeń prawa pracy było ujawnienie, że z poszkodowanym nie zawarto umowy o pracę na piśmie. W trakcie kontroli okazano druk ZUS ZUA potwierdzający zgłoszenie poszkodowanego do ubezpieczenia społecznego z dniem 4 maja 2015 r., a z raportu nadania zgłoszenia wynika, że dokonano tego w dniu wypadku o godzinie 13.45, czyli już po zgonie pracownika.

Wobec pracodawcy został skierowany wniosek o ukaranie. Równolegle w sprawie toczy się postępowanie prokuratury w celu ustalenia, czy nie doszło do przestępstwa określonego w art. 220 Kodeksu karnego.