Strona główna Wypadek śmiertelny Niefrasobliwość pracodawcy doprowadziła do wypadku i śmierci pracownika na miejscu zdarzenia

Niefrasobliwość pracodawcy doprowadziła do wypadku i śmierci pracownika na miejscu zdarzenia

133
0

Sąd badający sprawę stwierdził, że przy wykonywaniu prac związanych z budową studni naruszono wszystkie możliwe przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy, co w konsekwencji doprowadziło do zdarzenia wypadkowego, w wyniku którego śmierć poniósł Łukasz W.

Leszek B., właściciel kopalni piasku i żwiru oraz Marek M., kierownik ruchu tej kopalni, po ponad 3-letnim postępowaniu sądowym zostali prawomocnie skazani na karę pozbawienia wolności za niezapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy przy budowie studni z kręgów betonowych.

Postępowanie było prowadzone z zawiadomienia inspektora pracy o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 220 Kodeksu karnego  lex-dz-u-2020-1444-t-j-kodeks-karny Inspektor w procesie aktywnie występował także jako oskarżyciel posiłkowy.

Nieformalny brygadzista

W maju 2015 r. w zakładzie pozyskiwania piasku i żwiru w charakterze kierowcy – operatora koparko-ładowarki – na podstawie umowy o pracę w pełnym wymiarze czasu pracy został zatrudniony Łukasz W.

Miał uprawnienia do obsługi koparko ładowarki, legitymował się także dokumentami potwierdzającymi odbycie instruktażu ogólnego w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz instruktażu stanowiskowego związanego z wykonywaniem prac wynikających z treści umowy.

Jednakże zakres obowiązków Łukasza W. był znacznie szerszy niż przewidywała umowa. Był „człowiekiem do wszystkiego”, złotą rączką oraz nieformalnym brygadzistą.

Nie posiadał jednak przygotowania do pełnienia tej funkcji, w tym szkolenia z dziedziny bezpieczeństwa i higieny pracy dla osób kierujących pracownikami.

Jesienią 2015 r. w kopalni rozpoczęto prace związane z budową infrastruktury do przesiewania na mokro.

Inwestycja miała na celu zwiększenie zdolności produkcyjnych zakładu, a przedsięwzięcie miało umożliwić dostęp do wody gruntowej do płukania żwiru.

Pod koniec listopada Leszek B. zlecił Łukaszowi W. wykonanie studni z kręgów betonowych.

Ustalił też lokalizację przyszłej studni, która miała się znaleźć u podnóża wysokiej skarpy, na działce bezpośrednio sąsiadującej z granicami wyrobiska kopalni piasku i żwiru.

Głęboka studzienka

Łukasz W. nie posiadał żadnych kwalifikacji oraz umiejętności i doświadczenia w zakresie wykonywania prac studniarskich, w tym zapuszczania kręgów betonowych.

Pierwszy raz miał wykonywać tego rodzaju pracę. Wiedział jedynie, że studnie wykonuje się, podkopując od wewnątrz pierwszy krąg, co powoduje, że zagłębia się on powoli w gruncie.

Następnie na już zagłębionym kręgu układa się kolejny, kontynuując podkopywanie pierwszego. Jak te kręgi zostaną już wkopane, to układa się na nich następny.

Operację powtarza się, aż osiągnie się pożądaną głębokość studni. Leszek B. przyjął założenie, że Łukasz W. będzie wiedział, jak wykonać tę pracę. Równocześnie polecił mu, aby wziął sobie do pomocy inne osoby.

Do prac związanych z kopaniem studni Łukasz W. wziął znajomych: Marcina M. i Waleriana W.

Oni także nie posiadali żadnej wiedzy fachowej w zakresie wykonywania tego typu robót.

Nie mieli także być formalnie zatrudnieni w zakładzie Leszka B., lecz pracować na czarno.

Zarówno Marcin M., jak i Walerian W. nie zostali przeszkoleni w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy w zakresie wykonywania prac przy budowie studni.

Łukasz W. omówił z nimi jedynie, gdzie i jak zamierza tę pracę wykonać. Według założeń studnia miała mieć ok. 10 m głębokości.

Podkopywanie kręgów miało być wykonywane ręcznie:

jeden z pracujących z użyciem łopaty miał wybierać ziemię spod najniższego kręgu, powodując jego osuwanie się na coraz większą głębokość.

Urobek także miał być wybierany ręcznie, z użyciem wiaderka podnoszonego na linie. Szkopuł w tym, że dolny krąg nie został wyposażony w nóż. Prawdopodobnie Leszek B. i Marek M. oraz wykonujący pracę robotnicy nawet nie wiedzieli, że taki jest wymóg technologiczny.

Dopychanie na siłę

Łukasz W., Marcin M. oraz Walerian W. prace związane z wybieraniem ziemi spod pierwszego kręgu wykonywali na przemian.

Z uwagi na brak wiedzy i doświadczenia podkopywali najniższy krąg na nadmierną głębokość. Pierwsze istotne problemy pojawiły się podczas zagłębiania trzeciego kręgu.

W wyniku nieodpowiedniego podkopywania oraz braku na pierwszym kręgu noża rozluźniającego grunt pod zapuszczanymi kręgami dochodziło do nierównego opuszczania kręgów, gwałtownego ich opadania oraz zawieszania się górnych kręgów, co powodowało powstawanie między nimi przerw.

W tej sytuacji Łukasz W. postanowił obkopać studnię na głębokość 1 m w celu rozluźnienia gruntu.

Aby dopchnąć zawieszone kręgi, naciskał na nie od góry łyżką koparki tak, aby zniwelować przerwy.

Ten sposób początkowo przynosił efekty. Jednak po osiągnięciu głębokości 5 m metoda okazała się już nieskuteczna. Betonowe kręgi przestały się przesuwać.

Na dodatek w wyniku nierównomiernego podkopywania i dokonywania dociskania łyżką koparki górnych kręgów doszło do odchylenia poszczególnych kręgów od pionu.

O problemach z zagłębianiem studni Łukasz W. poinformował Leszka B., który – by zaradzić sytuacji – przywiózł na teren kopalni linociąg o udźwigu 10 ton i dwie liny.

Powiązanie kręgów liną miało rozwiązać problem zawieszania się kręgów i powstawania między nimi przerw.

Próby prostowania studni i niwelacji przerw między kręgami z wykorzystaniem linociągu okazały się jednak nie w pełni udane.

Pomimo tego prace były kontynuowane w kolejnych dniach, aż do momentu wypadku.

Bez nadzoru

Leszek B., jak i kierownik ruchu Marek M. nie sprawowali stałego i bezpośredniego nadzoru nad pracami. Marek M. przychodził na teren kopalni nie częściej niż co drugi dzień.

W tygodniu, w którym doszło do zdarzenia wypadkowego, Łukasz W., Marcin M. i Walerian W. byli na terenie kopalni sami.

Nikt nie nadzorował ich prac. Marek M. był na urlopie wypoczynkowym i nie wyznaczył na ten czas zastępcy. Leszek B. przebywał w siedzibie firmy, która znajdowała się w innej miejscowości niż kopalnia.

Leszek B. na terenie kopalni bywał jeszcze rzadziej. Nie mniej obaj widzieli, jakie są postępy w pracach.

Wiedzieli, że pracujący zagłębili 5 kręgów na głębokość około 6 m. Wiedzieli również, że betonowe kręgi nie były ustawione w pionie i występowały między nimi znaczne szpary, które niwelowane były poprzez ściąganie kręgów linociągiem i dociskanie ich od góry łyżką koparki.

W tygodniu, w którym doszło do zdarzenia wypadkowego, Łukasz W., Marcin M. i Walerian W. byli na terenie kopalni sami. Nikt nie nadzorował ich prac.

Marek M. był na urlopie wypoczynkowym i nie wyznaczył na ten czas zastępcy. Leszek B. przebywał w siedzibie firmy, która znajdowała się w innej miejscowości niż kopalnia.

Pracujący przystąpili do zapuszczania kolejnego, 6. kręgu. Jednakże przerwami pomiędzy już wkopanymi kręgami do wnętrza studni zaczął się wsypywać piasek.

Pomimo tego pracujący kontynuowali prace związane z opuszczaniem kolejnych kręgów.

Bezpośrednio przed wypadkiem zagłębionych było już 7 kręgów (o wysokości 1 m każdy) i na górze ustawiony był kolejny. Najniższy krąg znajdował się wówczas na głębokości ok. 9 m.

W połowie głębokości studni między kręgami występowała duża przerwa (nie ustalono dokładnie jej wielkości, mogła ona wynosić nawet 50 cm), występowały także mniejsze przerwy między innymi zagłębionymi kręgami.

Marcin M. i Walerian W. bali się schodzić do środka studni. Coraz częściej wybieraniem urobku z wnętrza studni zajmował się wyłącznie Łukasz W.

Bezpośrednio przed wypadkiem zszedł na dno studni i ładował piasek do wiaderka, które za pomocą linki wyciągał Walerian W.

W pewnym momencie nastąpiło gwałtowne obsunięcie ziemi i szczelinami do wnętrza wykopu zaczęły przedostawać się znaczne ilości ziemi.

Także skarpa znajdująca się w pobliżu studni utraciła swoją stateczność i osypała się do studni. Łukasz W. został zasypany warstwą ok. 3 metrów ziemi i w konsekwencji poniósł śmierć.

Liczne zaniedbania

W ocenie sądu prace prowadzone przy kopaniu studni miały charakter typowych prac budowlanych podlegających przepisom rozporządzenia w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy podczas wykonywania robót budowlanych.

Jednak Leszek B. oraz Marek M. nie zapewnili prawidłowej organizacji pracy, w tym odpowiedniego jej zaprojektowania i oceny pod względem bezpieczeństwa jej wykonania.

Nie opracowali instrukcji dotyczącej technologii jej wykonania, w tym sposobu zabezpieczenia przyległej do wykonywanych prac skarpy.

Jak stwierdził sąd, organizacja pracy przy kopaniu studni nie była zgodna z zasadami i przepisami bezpieczeństwa i higieny pracy.

Mimo to Leszek B. i Marek M. dopuścili pracowników do pracy przy kopaniu studni, nie zapewniając im wymaganych szkoleń i instruktaży, a także odpowiedniego sprzętu umożliwiającego bezpieczne wykonywanie prac (ustalenia sądu zostały w tym zakresie oparte przede wszystkim na materiałach z kontroli Państwowej Inspekcji Pracy oraz opinii biegłego powołanego przez sąd).

Sąd zwrócił uwagę, że przy wykonywaniu prac studniarskich niebezpieczeństwo przysypania ziemią nie było jedynym zagrożeniem mogącym doprowadzić do utraty zdrowia lub życia pracujących.

Występowało także wiele innych istotnych zagrożeń, między innymi w kwestii jakości powietrza wewnątrz studni.

Sąd wskazał też na braki w wyposażeniu robotników, w tym brak niezbędnych środków ochrony zbiorowej i indywidualnej.

Na skutek powyższych zaniedbań pracujący stale byli narażani na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W wyniku wadliwie prowadzonych prac, bez stosowania właściwych narzędzi, bez sprawowania bezpośredniego (stałego) nadzoru nad wykonywanymi pracami doszło do aktywizacji jednego z istniejących zagrożeń, a w efekcie do śmierci Łukasza W.

Linia obrony

Oskarżeni nie przyznali się do stawianych im zarzutów. Leszek B. bezpośrednio po wypadku wskazał, że kilka dni przed zdarzeniem zakazał wykonywania prac, gdyż zauważył, że stają się coraz bardziej niebezpieczne.

Twierdził, że nie wiedział, że są kontynuowane, bo w tym czasie nie było go na terenie kopalni.

W dalszym postępowaniu przygotowawczym i sądowym odmówił składania wyjaśnień.

Jego obrońca przez cały proces dążył do wykazania, że za wypadek odpowiedzialny jest sam poszkodowany, który kontynuował pracę wbrew zakazowi.

Natomiast Marek M. podkreślił, że do zdarzenia doszło poza granicami objętymi działaniami kopalni i przy robotach niezwiązanych bezpośrednio lub pośrednio z wydobyciem piasku i żwiru, dlatego prace te nie leżały w zakresie jego zainteresowania, obowiązków i odpowiedzialności.

Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom obwinionych.

Stwierdził, że oskarżeni Leszek B. i Marek M. w związku z pełnioną w zakładzie pracy odpowiednio pracodawczą i kierowniczą funkcją względem osób wykonujących prace budowlane studni, byli obowiązani organizować stanowiska pracy zgodnie z przepisami i zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy.

Mimo tych obowiązków oskarżeni

nie zorganizowali stanowiska pracy w zakresie wykonywania prac budowlanych przy drążeniu studni zgodnie z przepisami i zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy,

nie dbali o stosowanie środków ochrony zbiorowej i indywidualnej,

nie przygotowywali pracujących do bezpiecznego wykonywania pracy

i nie egzekwowali przestrzegania przez pracowników przepisów i zasad bezpieczeństwa pracy.

Sąd w oparciu o opinię biegłego stwierdził, że przyczyną zdarzenia wypadkowego było zlekceważenie przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy dotyczących prac w zbiornikach.

Sąd nie kwestionował natomiast faktu, że czynności Łukasza W. były niezgodne z przepisami i zasadami bezpieczeństwa pracy.

Jednakże wskazał, że w danym przypadku nie można mówić o świadomym zlekceważeniu przez poszkodowanego przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, skoro nie został on w ogóle przygotowany do wykonywania przedmiotowych czynności, w tym nie został poddany stosownemu szkoleniu stanowiskowemu adekwatnemu do wykonywanych czynności.

Wysoka szkodliwość społeczna

Przechodząc do rozważań prawnych, sąd wskazał, że przedmiotem ochrony czynu zabronionego z art. 220 Kodeksu karnego jest gwarantowane przez art. 66 Konstytucji prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy lex-dz-u-1997-78-483-konstytucja-rzeczypospolitej

W ocenie sądu Leszek B. niewątpliwie – jako pracodawca – był osobą odpowiedzialną za przestrzeganie przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy.

Zatem ciążyły na nim obowiązki wynikające z art. 207 § 2 Kodeksu pracy lex-dz-u-2020-1320-t-j-kodeks-pracy co zobowiązywało go do stworzenia bezpiecznych i higienicznych warunków wykonywania pracy przez inne osoby oraz do zapobiegania zagrożeniom związanym z wykonywaną pracą.

Z kolei przy określeniu, czy zachowanie oskarżonego Marka M. wyczerpało znamiona przestępstwa z art. 220 Kodeksu karnego sąd stwierdził, że pełnił on funkcję kierownika ruchu, sprawując nadzór nad osobami, które pracowały w zakładzie górniczym, w tym nad Łukaszem W.

Zatem jest on osobą kierującą pracownikami w rozumieniu art. 212 Kodeksu pracy lex-dz-u-2020-1320-t-j-kodeks-pracy

Zgodnie z treścią tego artykułu na osobę kierującą pracownikami nakłada się obowiązek między innymi organizowania stanowiska pracy zgodnie z przepisami i zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy, organizowania, przygotowywania i prowadzenia prac, przy uwzględnieniu zabezpieczenia pracowników przed wypadkami przy pracy, jak również egzekwowania przestrzegania przez pracowników przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.

W ocenie sądu, przy wykonywaniu prac związanych z budową studni naruszono wszystkie możliwe przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy, co w konsekwencji doprowadziło do zdarzenia wypadkowego, w wyniku którego Łukasz W. poniósł śmierć.

Czyn Leszka B. cechuje wysoki stopień społecznej szkodliwości. Naruszył on swym działaniem kardynalne zasady bezpieczeństwa i higieny pracy, a lista tych naruszeń pozostaje długa.

Świadczy to o rażącym lekceważeniu przez niego podstawowych obowiązków pracodawcy, jakimi pozostają przede wszystkim dbałość o życie i zdrowie ludzkie.

Dla Leszka B. najważniejsze okazało się zbudowanie tanim kosztem studni celem uruchomienia linii płukania żwiru, co wiązało się z osiągnięciem w przyszłości odpowiednich profitów.

Był osobą decydującą o rozpoczęciu prac w warunkach zagrażających życiu oraz zdrowiu. Mógł je wstrzymać w momencie, gdy powstały pierwsze problemy związane z bezpieczeństwem ich wykonywania.

Jednak Leszek B. zamiast tego zlecił wy-równanie kręgów za pomocą lin. Postępowanie takie wskazuje na konsekwentne dążenie do osiągnięcia zakładanego celu ekonomicznego, bez liczenia się z niekorzystnymi skutkami takiego działania dla innych osób.

Surowe kary

Powyższe okoliczności sprawiły, że sąd wymierzył Leszkowi B. karę 10 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. W stosunku do Marka M. kara pozbawienia wolności została wymierzona w zawieszeniu na okres próby.

W uzasadnieniu wyroku sąd odniósł się także do kwestii nieobecności w dniu wypadku Leszka B. oraz Marka M. na terenie zakładu górniczego.

To w żaden sposób nie mogło stanowić okoliczności uwalniającej obwinionych od odpowiedzialności karnej.

Wręcz przeciwnie. Uznał, że obwinieni świadomie godzili się na prowadzenie robót bez nadzoru, co bezpośrednio narusza przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy.

Sąd wskazał także, że twierdzenie Leszka B., iż nakazał przerwane prac z uwagi na występujące problemy związane z zapuszcza-niem kręgów było jedynie linią obrony.

Jako niewiarygodne uznał, aby poszkodowany i inni pracujący przy budowie studni wykonywali pracę w sytuacji wyraźnego zakazu ze strony pracodawcy.

Dariusz Smoliński nadinspektor pracy, OIP Gdańsk

Wypadki śmiertelne,ciężkie i zbiorowe pracodawca ma obowiązek zgłosić do Państwowej Inspekcji Pracy i do Prokuratury.

Po zgłoszeniu wypadku śmiertelnego  PIP i Prokurator w pierwszej kolejności zabezpieczają dokumenty związane z wypadkiem, zabierają ze sobą dokumenty ze szkoleń bhp, instrukcje bhp, analizy ryzyka zawodowego, lekarskie badania okresowe poszkodowanego – generalnie badają wykonywanie przez pracodawcę przepisów bhp do czasu przed wypadkiem, szukają zaniedbań.  Robią  oględziny miejsca wypadku, sporządzają notatki  i fotografują miejsce zdarzenia.

Gdy  wyszukają oni zaniedbania, nie przestrzeganie przepisów bhp to oskarżają nie zawsze pracodawcę ale zawsze  osobę kierującą pracami o świadome spowodowania  wypadku śmiertelnego. Prokurator jest oskarżycielem i kieruje oskarżenie do sądu  i najczęściej żąda kary bezwzględnego więzienia.

Inspektor pracy po oględzinach sporządza protokół z wizji a  protokół powypadkowy sporządza pracodawca  w ciągu 14 dni protokół powypadkowy i niezwłocznie do starcza go do PIP i Prokuratury.

Sporządzimy dala Ciebie  taki protokół dzwoń 501-700-846